Jednym z największych błędów, jakie opozycja popełnia przez ostatnie 7 lat, jest przesadny optymizm i zakładanie zawsze najlepszego scenariusza. Przygotowaliśmy 3 negatywne scenariusze dla opozycji, które mogą, choć nie muszą wydarzyć się na jesieni 2023 roku.
Zacznijmy od scenariusza bazowego, czyli naszej ostatniej prognozy, w której partie opozycyjne zdobywają 241 mandatów, a potencjalna koalicja PiS i Konfederacji 218 mandatów. Nasza prognoza oparta jest tak jak przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi o badania CATI z uwzględnieniem ich historycznej trafności w stosunku do wszystkich partii. Ta metoda pozwala nam śledzić na bieżąco najnowsze dane, dzięki czemu dwie poprzednie prognozy jako najbardziej trafne zostały nagrodzone przez Uniwersytet Jagielloński nagrodą Pytii.
Już sam scenariusz bazowy powinien opozycji dawać do myślenia, tak naprawdę inne rozdysponowanie 13 z 460 mandatów mogłoby spowodować potencjalną nową koalicję rządzącą. To w sposobie rozliczania mandatów i niuansów z tym związanych ukrytych jest najwięcej pułapek, które na razie nie budzą obaw partii opozycyjnych – a powinny.
1. Konfederacja + 3,4 p.p.
W naszych wyliczeniach specjalnie analizujemy zmiany o 3,4 p.p., ponieważ tyle wynosi standardowy błąd statystyczny w badaniu na 1000 respondentach. Zupełnie inną kwestią jest to, że klasyczny sondaż publikowany w mediach ma błąd o wiele większy, ze względu na to, że na pytanie o partie nigdy nie odpowiada 1000 respondentów, a 550-700 w zależności od frekwencji.
Co w naszym modelu zmienia wzrost poparcia dla Konfederacji z dzisiejszych 7,23% (czyli bliski wyniku z wyborów 2019) do 10,63%? W takim przypadku zamiast 24 mandatów Konfederacja zdobywa ich 46, czyli prawie 2 razy więcej. Jest to efekt przekroczenia realnego progu w 41 okręgach. Największe zmiany w podziale mandatów są widoczne właśnie tuż pod progiem 7% i tuż nad 10% w skali kraju, bo właśnie on pozwala na przekroczenie realnego progu we wszystkich okręgach.
Tutaj zawarta jest pierwsza pułapka przeliczania mandatów tu i teraz oraz liniowego obserwowania sytuacji, gdy w podziale mandatów według sondaży Konfederacji przypada 10-15 mandatów, a opozycja zdobywa bezpieczną większość. Ta większość jest iluzoryczna, bo w granicach błędu, a w sytuacji, którą zakładamy Konfederacja staje się siłą, bez której nie da się stworzyć większości parlamentarnej w Polsce. W tym scenariuszu, w którym dochodzi do zmiany poparcia dla Konfederacji o 3,4 p.p., PiS wraz z tym ugrupowaniem mają 232 mandaty a opozycja 227, przez co żyjemy w zupełnie innej powyborczej Polsce niż w scenariuszu bazowym.
Możliwe koalicje- Konfederacja +3,4 p.p.
Sytuacja z Konfederacją jest pułapką numer 1 również z tego powodu, że ostatnie zmiany w tej partii powinny zaalarmować polityków opozycji. Konfederacja sprzed wybuchu epidemii była już partią z poparciem na poziomie 10-11% i to powrót do radykalnych poglądów na temat szczepienia, o ostatnio również na temat Ukrainy spowodował, że część nowych wyborców Konfederacji (niewywodzących się z partii wchodzących w skład tej koalicji) zraziło się do radykalnych poglądów. Ostatnie tygodnie i aktywność Sławomira Mentzena pokazuje, że Konfederacja znowu chce się kojarzyć dobrze drobnym przedsiębiorcom, osobom o gospodarczo liberalnych poglądach. Jeśli ta strategia zostanie utrzymana i nie dojdzie do wewnętrznych konfliktów, Konfederacja będzie partia z szansą na dwucyfrowy wynik.
2. Nowa Lewica – 3,4 p.p.
Bardzo dobrym przykładem tego, że opozycja zakłada zawsze najlepsze scenariusze, nie zabezpieczając się przed najgorszymi, jest sytuacja Nowej Lewicy, która dziś znajduję się niebezpiecznie blisko progu wyborczego. Byłoby to powtórzenie sytuacji z 2015 roku, gdy Lewica nie weszła do Sejmu podkopywana przez inną partię lewicową, dzięki temu PiS zyskał w podziale mandatów samodzielną większość.
W naszym modelu, gdyby odjąć Nowej Lewicy 3,4 p.p. (czyli nadal pozostając w granicach błędu) partia ta nie przekroczyłaby progu i nie wzięłaby udziału w podziale mandatów. Kto najwięcej zyskuje w takiej sytuacji? PiS otrzymałby + 7 mandatów, KO + 9 mandatów, Polska 2050 + 2 mandaty, a Konfederacja + 4 mandaty. Patrząc na potencjalnych koalicjantów w tej konfiguracji, mielibyśmy prawie remis – PiS i Konfederacja mieliby łącznie 229 mandatów, a KO z Polską 2050 mieliby ich 230. Los większości w Sejmie byłby niepewny, a misję tworzenia rządu, prezydent zapewne powierzyłby kandydatowi z PiS, argumentując, że to PiS wygrał wybory i ma prawo do stworzenia większości.
Możliwe koalicje - Nowa Lewica -3,4 p.p.
Ryzyko zejścia poparcia Lewicy poniżej progu, nie jest wyłącznie teoretycznym scenariuszem. Do zagrożeń dla poparcia Lewicy można zaliczyć fakt, że obecnie ⅔ z poparcia Nowej Lewicy stanowią byli wyborcy SLD. Sprawdziliśmy to np. w tym badaniu. Właśnie do tego elektoratu odnoszą się politycy, którzy założyli Stowarzyszenie Lewicy Demokratycznej (SLD), np. tacy jak Robert Kwiatkowski i współpracują z Unią Pracy. Nie trzeba dużej wyobraźni by sobie zobrazować start komitetu Koalicji Obywatelskiej złożonego z następujących ugrupowań: Zielonych, Nowoczesnej, PO, SLD – UP). Do tego dochodzi mocny przechył Donalda Tuska w lewo, a także posiadanie takich polityków w KO, jak Rafał Trzaskowski. W rankingach poparcia elektoratów partyjnych, o wiele wyżej wśród wyborców lewicowych występują liderzy KO niż liderzy Nowej Lewicy.
3. Agrounia lub Bezpartyjni Samorządowcy w Sejmie
Szczególnie w zestawieniach i sondażach dotyczących jednej listy opozycyjnej, zapomina się, że nie da się zmusić wyborców do głosowania na twór, w którym coś im będzie przeszkadzać, a korzystają na tym “trzecie” partie. Zaangażowanie nowego tworu politycznego, nie jest aż tak trudnym wyzwaniem, jak się może wydawać. W tym przypadku, każdy nowy twór na scenie politycznej, jest zagrożeniem dla opozycji.
Z jednej strony mamy Agrounie Michała Kołodziejczaka, która stał się głównym krytykiem polityki PiS na wsi. Mimo podejmowanych prób współpracy opozycja nie ma żadnej gwarancji, że Kołodziejczak i jego posłowie nie będą dogadywać się z PiS po wyborach. W naszym scenariuszu bazowym Agrounia ma dziś około 2% poparcia, co oznacza, że zmiana o +3,4 p.p. powoduje, że wchodzi do Sejmu z 10 posłami. To nadal za mało na koalicję z PiS i Konfederacją, ale przy stosunkowo niewielkim wzroście tego ostatniego ugrupowania, partie te mogłyby utworzyć koalicję większościową.
Wzrost poparcia dla Agrounii może nastąpić w trzech kluczowych momentach:
1. PSL wystartuje na liście albo z Polska 2050, albo z PO, w każdym przypadku część wyborców PSL może nie zaakceptować takiego aliansu. PSL jest dziś w trudnej sytuacji, jest zmuszona szukać partnera na listy. Trudno dziś obliczyć, ilu wyborcom się to nie spodoba, a ilu z nich poprze Agrounie, ale może być to nawet 1,5% głosów w wyborach.
2. Drugi moment korzystny dla wzrostu poparcia AgroUnii może nastąpić, gdy uda się tej partii zebrać podpisy i wystartować z ogólnopolskim komitetem w wyborach. Przełamanie tej bariery w naturalny sposób spowoduje, że o AgroUnia zacznie się więcej mówić i pisać, a przede wszystkim zostanie potraktowana jako poważna siła polityczna.
3. Trzeci moment to potencjalna debata przed wyborami w telewizji publicznej, na którą lider AgroUinii musi być zaproszony, jeśli uda im się zarejestrować listy. Podczas niej będzie miał okazję zaatakować zarówno i polityków z PiS, jak i z KO. Przykład partii Razem i Adriana Zandberga pokazuje, że jedna debata tuż przed wyborami, może dodać nawet 2-3% w głosach.
Możliwe koalicje- Konfederacja +3,4 p.p.
Osobnym tematem są ambicje Bezpartyjnych Samorządowców, którzy już wielokrotnie pokazywali, że są otwarci na współpracę z PiS, zawiązując koalicję w województwie dolnośląskim, a także wystawiając kandydatów na senatorów w tych okręgach, w których opozycja liczyła na mandaty. Gdyby nie kandydaci BS, dziś w Senacie opozycja miałaby 55-57 mandatów, a nie tylko 51. Wszystkie analizy pokazują, że kandydaci “samorządowi” w dużo większym stopniu zabierają głosy opozycji, a nie PiS.
W Przypadku BS nie musieliby oni nawet przekraczać progu, wystarczyłoby, że odebraliby opozycji 2-3% poparcia, a tym samym dając wygraną PiS. Odbieranie głosów nie jest pozbawione sensu, w naszych badaniach zauważyliśmy, że Bezpartyjni Samorządowcy wśród wyborców są bardziej popularni, niż można się było tego spodziewać. Przesłuchując np. rozmowy CATI, okazało się, że wielu osobom podoba się zaangażowanie w politykę ogólnopolską, takich prezydentów jak Rafał Trzaskowski, Jacek Sutryk czy Aleksandra Dulkiewicz i ich zdaniem głos na BS jest głosem właśnie na tych samorządowców. Wyborcy nie śledzą jak komentatorzy wszystkich ich ruchów i zależności, dlatego byłoby im trudno odróżnić jednych samorządowców od drugich.
Zanim opozycja zacznie liczyć przyszłe mandaty czy starczy im na większość konstytucyjna, czy nie, warto by skupili się na zwykłej większości, bo dziś według sondaży wisi ona na włosku.